Nie mogę się powstrzymać, w sumie nie ma po co i muszę się trochę wypłakać. Koszmarny dzień mam dzisiaj. Jakiś horror. Przychodzą mi do głowy chyba najgorsze scenariusze jakie mogą być. W każdej kwestii.
Facet znalazł nową robotę, cały dzień się praktycznie nie odzywa. Ma nienormowany czas pracy. Nigdy nie wiem jak skończy, co gorsza On też nie, w związku z czym może być wszędzie gdzie chce, mówiąc, że jest w pracy. Pozna nową laskę, lepszą, ładniejszą, zgrabniejszą ode mnie, z lepszą pracą, nie takiego półmózga jak ja i szybciuteńko mnie zostawi. Dziecko? Co za problem? Mało jest rodziców kochających swoje dziecko a nie będących ze sobą? To Go na pewno nie powstrzyma. Kopnie mnie w tyłek zanim się obejrzę.
Bardzo mądrze zaczęłam sobie dziś też czytać o przebiegu ciąży różne artykuły ale również relacje i odczucia osobiste kobiet. I wyszło mi, że biust mi już nie rośnie, brzuszek mam mały (przecież się na pewno tylko roztyłam jak wielka świnia), i nie czuję dziecka. Efekt? Na bank coś jest nie tak, powtórzy się sytuacja z pierwszą ciążą, którą straciłam, a to, że jeszcze nie krwawię i ogólnie nie ma żadnych objawów, to tylko sprawka progesteronu, który przyjmuję dopochwowo. No zabić się można, albo co najmniej w Tworkach wylądować... Ciekawa jestem, jak wiele kobiet ma takie ciążowe paranoje.
Brakuje mi mojego M. Chce Go zobaczyć, tęsknię za Nim. Nie chcę być sama. Ale odzywać się do Niego nie będę, widocznie On mnie nie potrzebuje, skoro cały dzień świetnie beze mnie wytrzymuje i dobrze się bawi. Zaczynam czuć się cholernie samotna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz