Wierzyć mi się nie chce, że już końcówka ciąży. Dopiero co dowiedzieliśmy się o maleństwie, a już trzeba się szykować na jego pojawienie się po tej stronie brzucha. Odczucia co do tego mam mocno mieszane. Wczoraj jak jechaliśmy do zoo wspomniałam o tym M. oczywiście jestem szczęśliwa z powodu dziecka ale są sprawy, które mnie niepokoją, czy przerażają. Na przykład myśl, że wszystko się zmieni. Niby oczywiste i zawsze o tym wiedziałam ale to zupełnie co innego, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z nieuchronności takiego biegu wydarzeń. :-) No już nie będzie nas dwojga. Zawsze będziemy we trójkę. Wszystko podporządkowane dziecku. Można sobie mówić w takim wypadku o egoizmie a dla mnie to głupota tak to oceniać. Dziecko wszystko zmienia i nie uwierzę, że przyszłe mamy, czy tatusiowie nie myślą o tym z niepokojem.
Jeśli chodzi o sam przebieg ciąży, to jest naprawdę super. Praktycznie nic mi nie jest. Przynajmniej nic takiego, co by mnie rozkładało na łopatki. Najcięższa z tego wszystkiego jest zgaga. Wykańcza mnie a już nie chcę brać żadnych tabletek. Próbuję ratować się mlekiem. Pomaga na krótko, ale pomaga.
Trochę kłopotu mam ze spaniem. Przy trzecim wstawaniu dziś do łazienki myślałam, że się poryczę.Myślę, że najdłużej jednym ciągiem spałam z 1,5h. I żebym ja jeszcze piła, czy naprawdę bardzo potrzebowała do toalety. Maleńki chyba po prostu bardzo uciska pęcherz. Tak samo jest, jak wychodzę z domu. Tuż przed wyjściem korzystam z łazienki, wychodzę i po minucie czuję napieranie. Wtedy świetnie czuję, że to mały.
Jeśli chodzi o jego ruchy, to baaardzo różnie. Dziś rano na przykład, oczywiście o godzinie 5.30, po co dać mamie spać ;-), naprawdę szalał. Śmiesznie się rusza. Zupełnie inaczej niż wcześniej. Tak bardziej się szamocze, podryguje. W dzień natomiast, nie bardzo go czuję. I nie ma znaczenia, czy jadłam, czy chodzę, czy odpoczywam. On jest po prostu spokojny. Przestałam już tak świrować w tej kwestii. Każde dziecko jest inne. Moje da mi popalić później a teraz oszczędza mamusię.
Kilka dni temu mieliśmy tak się zdarzyło, że trzeba było pojechać do szpitala sprawdzić, czy wszytko dobrze. KTG bardzo dobre. Swoją drogą jak wcześniej nie ruszał się wcale przez długi, długi czas, to przy zapisie zasuwał jak mały samochodzik po całym brzuchu. Ale się tego serduszka nasłuchałam...
Później zrobili mi USG. Nie dość, że męskie części ciała miał pobudzone, przy czym padłam i spaliłam raka, to jeszcze Maleńki ssał kciuk. I to jak! Boże to jest taki widok, że ścina z nóg. To nie do opisania. Wiedzieć, że dzieciątko w brzuchu tak robi a zobaczyć jak twój maluszek w twoim brzuchu ssie palec, to zupełnie co innego. Popłakałam się. Kocham to maleństwo tak bardzo, że oddałabym za nie życie. Bez mrugnięcia okiem.
poniedziałek, 20 lipca 2015
wtorek, 14 lipca 2015
30 tydzień
Z tego co kojarzę mamy 30 tydzień ciąży. Sama nie wiem, kiedy to zleciało. Dłużyło się, dłużyło. Czekałam aż coś zacznie być widać, czuć a jak już się zaczęło, to aż się przestraszyłam jak czas zaczął płynąć. Nawet przestałam czytać te artykuły o każdym tygodniu ciąży, bo to jeszcze potęguje wrażenie.
Długo nie pisałam, muszę nadrobić, żeby mi nic nie umknęło. Znaleźliśmy mieszkanie. W wymarzonej lokalizacji, cena szału nie robi. Mogłoby być taniej ale nie ma co narzekać, dobrze, że jest, bo o mały włos a wylądowalibyśmy w dzielnicy daleko od wszystkich i wszystkiego. Przez jakiś czas nie mieliśmy internetu, więc jeszcze udawało się jakoś skupić na bardziej rozwijających zajęciach i na sobie nawzajem. Teraz złapałam kompletnego lenia i gram w Lola na przemian z robieniem na drutach podczas oglądania Położonych czy Cudu narodzin. A co mi tam. Po porodzie nie będę miała takiego komfortu, chcę się nacieszyć takimi sprawami póki mogę. Nie przerażają mnie te seriale za specjalnie. Wiem, że będzie boleć, miałam zajawkę takiego bólu. Domyślam się, że to słabe porównanie, dlatego jeszcze bardziej jestem nastawiona na męki. ;-) Nie boję się za specjalnie. Całe życie o tym marzyłam i czekałam. Boję się tylko dwóch rzeczy. Cesarki - paraliżuje mnie ta myśl - i tych kilka dni na oddziale po porodzie. Najchętniej urodziłabym, wstała, wzięła dziecko na ręce i poszła do domu.
Zaczynam się zastanawiać, co ja właściwie wiem o dzieciach. No nie za wiele. O wszystko pytam, dowiaduję się, wyszukuję informacji. Czuję się jakaś przygłupia i ułomna. Zwłaszcza jak się pyta doświadczonych już kobitek to one odpowiadają z taką łatwością i zdziwieniem "no przecież tak i tak, nic trudnego!". Szlag mnie wtedy trafia na siebie samą, że taka durna jestem i nic nie wiem i co to dziecko będzie ze mną miało. Na pewno zrobię mu krzywdę, będzie chorować, o czymś zapomnę, czegoś nie dopilnuję i nieszczęście gotowe.
Mały całkiem ładnie już kopie. Poza jakimiś pojedynczymi dniami jest dość regularny. Ale nie mocno. Nie wiem jak to jest, kiedy dziecko zdzieli w żebra, czy coś w tym stylu. Lekkie kopniaczki, przekręcanie się. Bardzo jest delikatny dla mamusi. Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Ale o tym to się przekonamy dopiero jak się urodzi.
Chyba 23-ego mam ostatnie USG. Szkoda tylko, że nie udało mi się odłożyć na 3D. To raczej na pewno moja jedyna ciąża. Już nie będę miała takiej możliwości. Niestety muszę rezygnować z wielu rzeczy. Życie.
Długo nie pisałam, muszę nadrobić, żeby mi nic nie umknęło. Znaleźliśmy mieszkanie. W wymarzonej lokalizacji, cena szału nie robi. Mogłoby być taniej ale nie ma co narzekać, dobrze, że jest, bo o mały włos a wylądowalibyśmy w dzielnicy daleko od wszystkich i wszystkiego. Przez jakiś czas nie mieliśmy internetu, więc jeszcze udawało się jakoś skupić na bardziej rozwijających zajęciach i na sobie nawzajem. Teraz złapałam kompletnego lenia i gram w Lola na przemian z robieniem na drutach podczas oglądania Położonych czy Cudu narodzin. A co mi tam. Po porodzie nie będę miała takiego komfortu, chcę się nacieszyć takimi sprawami póki mogę. Nie przerażają mnie te seriale za specjalnie. Wiem, że będzie boleć, miałam zajawkę takiego bólu. Domyślam się, że to słabe porównanie, dlatego jeszcze bardziej jestem nastawiona na męki. ;-) Nie boję się za specjalnie. Całe życie o tym marzyłam i czekałam. Boję się tylko dwóch rzeczy. Cesarki - paraliżuje mnie ta myśl - i tych kilka dni na oddziale po porodzie. Najchętniej urodziłabym, wstała, wzięła dziecko na ręce i poszła do domu.
Zaczynam się zastanawiać, co ja właściwie wiem o dzieciach. No nie za wiele. O wszystko pytam, dowiaduję się, wyszukuję informacji. Czuję się jakaś przygłupia i ułomna. Zwłaszcza jak się pyta doświadczonych już kobitek to one odpowiadają z taką łatwością i zdziwieniem "no przecież tak i tak, nic trudnego!". Szlag mnie wtedy trafia na siebie samą, że taka durna jestem i nic nie wiem i co to dziecko będzie ze mną miało. Na pewno zrobię mu krzywdę, będzie chorować, o czymś zapomnę, czegoś nie dopilnuję i nieszczęście gotowe.
Mały całkiem ładnie już kopie. Poza jakimiś pojedynczymi dniami jest dość regularny. Ale nie mocno. Nie wiem jak to jest, kiedy dziecko zdzieli w żebra, czy coś w tym stylu. Lekkie kopniaczki, przekręcanie się. Bardzo jest delikatny dla mamusi. Mam nadzieję, że wszystko w porządku. Ale o tym to się przekonamy dopiero jak się urodzi.
Chyba 23-ego mam ostatnie USG. Szkoda tylko, że nie udało mi się odłożyć na 3D. To raczej na pewno moja jedyna ciąża. Już nie będę miała takiej możliwości. Niestety muszę rezygnować z wielu rzeczy. Życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)