poniedziałek, 20 lipca 2015

Uciekający czas, zgaga, sen i miłość bez granic.

Wierzyć mi się nie chce, że już końcówka ciąży. Dopiero co dowiedzieliśmy się o maleństwie, a już trzeba się szykować na jego pojawienie się po tej stronie brzucha. Odczucia co do tego mam mocno mieszane. Wczoraj jak jechaliśmy do zoo wspomniałam o tym M. oczywiście jestem szczęśliwa z powodu dziecka ale są sprawy, które mnie niepokoją, czy przerażają. Na przykład myśl, że wszystko się zmieni. Niby oczywiste i zawsze o tym wiedziałam ale to zupełnie co innego, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę z nieuchronności takiego biegu wydarzeń. :-) No już nie będzie nas dwojga. Zawsze będziemy we trójkę. Wszystko podporządkowane dziecku. Można sobie mówić w takim wypadku o egoizmie a dla mnie to głupota tak to oceniać. Dziecko wszystko zmienia i nie uwierzę, że przyszłe mamy, czy tatusiowie nie myślą o tym z niepokojem.

Jeśli chodzi o sam przebieg ciąży, to jest naprawdę super. Praktycznie nic mi nie jest. Przynajmniej nic takiego, co by mnie rozkładało na łopatki. Najcięższa z tego wszystkiego jest zgaga. Wykańcza mnie a już nie chcę brać żadnych tabletek. Próbuję ratować się mlekiem. Pomaga na krótko, ale pomaga.

Trochę kłopotu mam ze spaniem. Przy trzecim wstawaniu dziś do łazienki myślałam, że się poryczę.Myślę, że najdłużej jednym ciągiem spałam z 1,5h. I żebym ja jeszcze piła, czy naprawdę bardzo potrzebowała do toalety. Maleńki chyba po prostu bardzo uciska pęcherz. Tak samo jest, jak wychodzę z domu. Tuż przed wyjściem korzystam z łazienki, wychodzę i po minucie czuję napieranie. Wtedy świetnie czuję, że to mały.

Jeśli chodzi o jego ruchy, to baaardzo różnie. Dziś rano na przykład, oczywiście o godzinie 5.30, po co dać mamie spać ;-), naprawdę szalał. Śmiesznie się rusza. Zupełnie inaczej niż wcześniej. Tak bardziej się szamocze, podryguje. W dzień natomiast, nie bardzo go czuję. I nie ma znaczenia, czy jadłam, czy chodzę, czy odpoczywam. On jest po prostu spokojny. Przestałam już tak świrować w tej kwestii. Każde dziecko jest inne. Moje da mi popalić później a teraz oszczędza mamusię.

Kilka dni temu mieliśmy tak się zdarzyło, że trzeba było pojechać do szpitala sprawdzić, czy wszytko dobrze. KTG bardzo dobre. Swoją drogą jak wcześniej nie ruszał się wcale przez długi, długi czas, to przy zapisie zasuwał jak mały samochodzik po całym brzuchu. Ale się tego serduszka nasłuchałam...
 Później zrobili mi USG. Nie dość, że męskie części ciała miał pobudzone, przy czym padłam i spaliłam raka, to jeszcze Maleńki ssał kciuk. I to jak! Boże to jest taki widok, że ścina z nóg. To nie do opisania. Wiedzieć, że dzieciątko w brzuchu tak robi a zobaczyć jak twój maluszek w twoim brzuchu ssie palec, to zupełnie co innego. Popłakałam się. Kocham to maleństwo tak bardzo, że oddałabym za nie życie. Bez mrugnięcia okiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz