środa, 15 kwietnia 2015

Obawy

No co się ze mną dzieje, to ja naprawdę nie pojmuję. Zjadłabym wszystko, co jest w lodówce (pod warunkiem, że będzie w niej to na co mam ochotę) i jeszcze na zakupy bym się wybrała. Ochotę mam co chwila na co innego i już za sobą nie nadążam. Nie pamiętam, kiedy najadłam się tak w opór, żeby już nic nie móc w siebie wcisnąć.Jak tak dalej pójdzie to kiepsko skończę. Zastanawiam się czym mam zastąpić to wszystko na co mam ochotę. Gucio mi dają porady "jedz paprykę". Skoro mam ochotę na czekoladę jakim cudem ma mi ją zastąpić np. ogórek? Co ma jedno do drugiego? To, że zjem warzywo, nie spowoduje, że odechce mi się słodyczy. Jestem bezsilna :-) Ale to taki problem, który mnie bardziej śmieszy, niż martwi. Spokojnie dam sobie z tym radę.

Oglądałam dziś wózki i takie różne duperele. Wszystko bym kupiła od razu. Ciekawe tylko za co i gdzie bym to teraz trzymała.

Czytam aktualnie "Język niemowląt". Zaczynam być przerażona opieką nad dzieckiem. Sama czuję się jak dziecko. Jak ja dam radę? Jeszcze nie ma dziecka a ja już jestem przerażona. Przecież ja nie mam na ten temat zielonego pojęcia. Skąd będę wiedziała dlaczego płacze, ile ma jeść, ile spać, czego potrzebuje...??? Domyślam się, że to typowe obawy dla kobiety, która po raz pierwszy ma zostać mamą, ale to niczego nie zmienia. A jeśli nie nadaję się na matkę?


Ps. Wiem już skąd te problemy z cerą. Jednego dnia rano zapomniałam wziąć luteinę (bo biorę dopochwowo). Efekt --> buźka, jak pupcia niemowlaka! Jeszcze tylko ze 4 tyg i się to skończy. Wreszcie będę wyglądać jak człowiek i czuć się w ciąży nie tak okropna. :-D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz