No dziś to już był rekordowo piękny dzień. Co prawda spędziłam go sama ale za to jak! Na 12 miałam ginekologa. Jak zawsze przed wizytą do położnej. Przemiła kobieta, bardzo ją lubię. Konkretna, sympatyczna i ciepła. Rzadkie połączenie. Zapytała, który to tydzień. Mówię, że 19. Pyta, czy czuję ruchy. A ja na to, że właśnie nie i zaczynam się martwić. A bo to wiadomo? Wszystko się może wydarzyć. Powiedziała, że lekarz ma w gabinecie ustrojstwo do podsłuchania serca dziecka. Pogadałyśmy jeszcze chwilę i wyszłam czekać na wizytę u lekarza. Po chwili położna się wychyliła, sprawdziła, że nikogo póki co do niej nie ma i zaprosiła mnie do środka. Przestraszyłam się jak nie wiem, bo wyniki wyszły mi niezbyt dobre, a ona mówi, że będzie niespodzianka i karze mi się kłaść na kozetce. Podjechała tym ustrojstwem a ja aż zapiszczałam, tak się ucieszyłam, że zaraz już będę spokojna o moje Maleństwo. Niemal natychmiast namierzyła mojego Syneczka. Serduszko bije tak mocno, tak równiutko i pięknie. Kocham go. Jak ja kocham tę Kruszynę we mnie. :-)Niesamowite uczucie. Nawet położna tak się ucieszyła, że rzuciła mi się na szyję z całusami. Piękna sprawa. To sprawiło, że miałam naprawdę wspaniały dzień.
Nadal nie czuję Małego ale nie jestem już tak znerwicowana. Widocznie jest spokojny i na kopniaki przyjdzie jeszcze czas. Teraz będę cierpliwie czekać a 15 maja Go zobaczę - USG :-)
Z dobrych wieści, nadal nic nie przybrałam na wadze. I dobrze, bo i tak mam leciutką nadwagę. Wystarczy mi. Ale trochę mnie to dziwi, jem normalnie, a nawet trochę więcej niż normalnie i nic?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz